W środę przy Łazienkowskiej Legia Warszawa zapewniła sobie awans do półfinału tegorocznej edycji Pucharu Polski, zwyciężając z Jagiellonią Białystok 3-1. Legioniści grali pewnie w obronie, wykorzystywali swoje sytuacje, a prawdziwe show pokazał Ryoya Morishita. Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy "Wojskowym" za ten występ.
Plusy i minusy po meczu z Jagiellonią
Ryoya Morishita - Dla Japończyka był to 50. mecz w barwach stołecznej drużyny i trzeba przyznać, że udanie uczcił ten jubileusz. Po pierwszej połowie wydawało się jednak, że Morishita skutecznie pracuje na minusa - wyglądał na zagubionego, nie dawał żadnych konkretów, a często nawet zwalniał akcję, zbyt długo zastanawiając się nad możliwością zagrania. Dodatkowo w 42. minucie fatalnie skiksował po dośrodkowaniu Ilji Szkurina. Po przerwie skrzydłowy wyszedł jednak na murawę odmieniony i zdecydowanie bardziej efektywny. W 53. minucie posłał fenomenalne dośrodkowanie prawą nogą na pole karne, które dotarło do Jana Ziółkowskiego i dało Japończykowi asystę. Zresztą jakość jego centr w drugiej części zdecydowanie się poprawiła. W ostatnich minutach meczu 27-latek pokazał swoją pazerność i skuteczność strzałów. Zdobył dwie bramki, w praktycznie identyczny sposób - schodząc w podobnym miejscu pola karnego na prawą nogę i technicznie uderzając na dalszy słupek. Japończyk w końcu udowodnił, że może mieć duży wkład w mecz z mocnym rywalem. Można nazwać go zresztą cichym bohaterem Legii w tym sezonie, bo zdobyczą liczbową wysunął się na 1. miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej zespołu, a nie było to takie oczywiste. Opuścił boisko na kilka ostatnich minut doliczonego czasu gry.
Jan Ziółkowski - Niezwykle dojrzały mecz 19-latka. Od pierwszej do ostatniej minuty był bardzo pewny w defensywie, dobrze się ustawiał i agresywnie skracał pole gry rywalom, co w większości przynosiło drużynie wymierne korzyści i gubiło przeciwników. Fenomenalnie radził sobie z, mimo wszystko, mocniejszym fizycznie Afimico Pululu - nie bał się wchodzić z nim w pojedynki, przepychać się i naprawdę nie był na przegranej pozycji. Widać było w nim chęć poprawy po ostatnim słabszym występie, chęć zwycięstwa, kipiał energią. Był również aktywny w rozegraniu, często pojawiał się na połowie rywala, by wspomagać budowanie drużynowych akcji. W 48. minucie świetnie podłączył się do akcji, idealnie wbiegł w pole karne, wyprzedził rywala i wykończył strzałem głową dośrodkowanie Ryoyi Morishity. Ziółkowski pokazał, że wspierany przez doświadczonego defensora obok siebie, którego błędów nie musi naprawiać, jest bardzo pewnym punktem drużyny, diamentem, który trzeba szlifować.
Steve Kapuadi - Francuz wrócił do gry po króciutkiej przerwie, musiał występować w masce ochronnej, która jednak kompletnie nie przeszkadzała mu w rozegraniu dobrego widowiska. Zajmował się asekuracją wychodzącego wyżej Jana Ziółkowskiego i świetnie uzupełniał się z młodym defensorem, tworząc fenomenalną parę stoperów. Świetnie powstrzymywał przed atakami i rozegraniem parę Afimico Pululu - Jesus Imaz. Również często można było zobaczyć go podłączającego się wyżej i pomagającego kolegom w ofensywie, co zaowocowało m.in. w jednej z ostatniej akcji meczu. Kapuadi wygrał przebitkę o górną piłkę z jednym z rywali, dobrze ustawił się plecami do dwóch przeciwników i podaniem między nimi wypatrzył niepilnowanego Ryoyę Morsihitę, zaliczając asystę. Widać, że to Kapuadi jest obecnie prawdziwym szefem defensywy, której bez niego nie można sobie wyobrazić (co pokazał mecz z Radomiakiem Radom). Kolejny klasowy występ, który zakończył zmianą w samej końcówce meczu.
Bartosz Kapustka - Po zmianie formacji w tym meczu był tym bardziej ofensywnym z dwójki środkowych pomocników i głównodowodzącym w budowaniu akcji. Kapitan Legii wywiązywał się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Często brał grę na siebie, szukał niekonwencjonalnych rozwiązań i dobrze współpracował z obiema flankami. Starał się też wspomagać defensywę, choć w tej kwestii nie obyło się bez błędów, bo to właśnie Kapustka stracił krycie Jarosława Kubickiego, który wbiegł w pole karne i niepilnowany zdobył gola. Pomocnik starał się szybko naprawić swój błąd i w 32. minucie uderzył z dużej odległości po ziemi, jednak przycelował tylko w słupek. W drugiej połowie był jeszcze bardziej przebojowy, nie bał się wchodzić w dryblingi i pojedynki z rywalami, w których był niezwykle skuteczny. Uczestniczył w drugiej akcji bramkowej, gdy poszedł na przebój, pokonując przeciwnika na prawej stronie i dograł na pole karne do Wojciecha Urbańskiego. Kapustka dodatkowo pokazał w końcu charakter lidera, walczył i wstawiał się za kolegami z drużyny.
Paweł Wszołek - To był bardzo dobry mecz Wszołka, szczególnie w defensywie, do czego w ostatnich spotkaniach można było mieć sporo zarzutów. Dobrze się ustawiał, był nieustępliwy i nie dawał się pokonywać, również szybkościowo. Gdy podłączał się do ofensywy, to momentalnie wracał do obrony, by nie zostawiać zbyt wiele miejsca rywalom. Przede wszystkim także dobrze uzupełniał resztę defensorów, asekurował ich i było wiele sytuacji, kiedy to Wszołek w ostatnich momentach przerywał ataki rywali. W 74. minucie był bliski sprokurowania rzutu karnego, ale ostateczna decyzja sędziego była taka, że Wszołek wykazał się skuteczną interwencją, blokującą akcje rywala. W ataku samodzielnie może nie sprawiał wiele zagrożenia, duża część jego dośrodkowań była przeciągnięta, ale bardzo dobrze funkcjonował z Bartoszem Kapustką i Kacprem Chodyną, rozkręcając akcję prawą flanką, sam również próbując zrobić coś więcej.
Vladan Kovacević - Golkiper nie miał w tym meczu za wiele do roboty, bo gracze Jagiellonii oddali tylko dwa celne strzały przez cały mecz i choć jeden z nich musiał wyciągać z siatki, to nie miał przy tym uderzeniu nic do powiedzenia. Pozytywnie funkcjonował w kwestii rozegrania i walki na przedpolu. Dodatkowo bardzo dużo podpowiadał kolegom z boiska i pomagał im się ustawiać. Pozytywne jest również to, że w momencie spięcia Kovacević był jednym z pierwszych, który ruszył do pomocy swoim partnerom.
Maximillian Oyedele - Pomocnik źle rozpoczął mecz, łapiąc szybko żółtą kartkę po niebezpiecznym i nierozważnym ataku wślizgiem w przeciwnika. Ta sytuacja nieco ustawiła jego poczynania w tym spotkaniu. Nie mógł już tak dużo ryzykować i musiał uważać na swoje kolejne odbiory, a przecież jest znany z tego, że się nie patyczkuje. Mimo to, jego występ nie był zły, choć Oyedele był mniej pod grą. Starał się jednak wspomagać drużynę, schodził nisko do obrony i dawał opcję w bronieniu "szesnastki". Przy wyższym ustawieniu Legii równie dobrze asekurował środek pola i nie pozwalał przeciwnikom wychodzić z szybkimi kontratakami. Zabrakło jednak częstszych podłączeń do ataków i pokazania swoich możliwości w aspekcie ofensywnym. Zszedł z murawy w 66. minucie.
Ruben Vinagre - Pierwsza połowa w wykonaniu Vinagre znów mogła rozczarować. Portugalczyk może był więcej pod grą niż w ostatnich potyczkach, ale nadal był bardzo niedokładny. Miał sporo problemów w obronie, większość ataków Jagiellonii przechodziła właśnie stroną bocznego obrońcy, w tym akcja bramkowa gości, kiedy Vinagre nie pokrył asystującego Mikiego Villara. Po przerwie było już znacznie lepiej. Portugalczyk częściej zapędzał się do ofensywy i był znacznie skuteczniejszy. Nareszcie próbował również schodzić do środka pola i tam stwarzać różnicę. Można powiedzieć, że w drugiej części powoli zaczynał przypominać samego siebie z rundy jesiennej. W 50. minucie spróbował technicznego strzału z dystansu na dalszy słupek, jednak minimalnie chybił. W obronie popełniał mniej błędów, choć niestety nie udało mu się ich wyzbyć w stu procentach. W drugich 45 minutach Vinagre miał swoje momenty, które mogą zwiastować, że powoli wraca do formy. W końcówce meczu wszedł za niego Patryk Kun.
Marc Gual - Oczywiście, nie był to bardzo dobry czy nawet dobry mecz Guala, ale trzeba powiedzieć, że miał więcej przebłysków niż zawsze. Był ustawiony nieco inaczej, miał w ataku obok siebie Ilję Szkurina, dzięki czemu mógł grać jeszcze niżej, bliżej środka pola. To pozwalało Hiszpanowi uczestniczyć znacznie częściej w rozegraniu i przyspieszaniu akcji drużyny. Szczególnie pierwsze minuty były dobre w jego wykonaniu. Oddał celny strzał z dystansu, minimalnie niecelne uderzenie z dość ostrego kąta pola karnego, a przede wszystkim obsłużył fenomenalnym, prostopadłym zagraniem za linię obrony Kacpra Chodynę, zdobywając przepiękną asystę, która z powodu spalonego nie mogła zostać zaliczona. Później jednak na boisku pojawiał się coraz częściej irytujący, niezdarny Marc Gual, jak np. w 52. minucie, gdy w świetnej sytuacji w polu karnym nie trafił w piłkę. Nie można jednak Hiszpanowi odmówić starań i tego, że tym razem zrobił nieco więcej dobrego niż popsuł.
Kacper Chodyna - Podobnie jak poprzednik, w końcu miał więcej przebłysków niż zazwyczaj i jak na ostatnie występy, nie można powiedzieć, by zagrał bardzo słabo. Już na początku meczu pokazał, że jednak potrafi wykończyć sytuację sam na sam, pokonując Sławomira Abramowicza w naprawdę dobry sposób, podcinką. Szkoda, że skrzydłowy znalazł się w tamtej sytuacji na spalonym, bo być może ta bramka dałaby mu jakieś przełamanie. Miał także kilka ciekawych podań do kolegów z drużyny, które powinny skończyć się asystami, jak w 52. minucie, kiedy znalazł w polu karnym niepilnowanego Marca Guala i trochę ponad 10 minut później, gdy w podobnej sytuacji stworzył jeszcze lepszą okazję Ilji Szkurinowi tuż przed bramką rywala, który jednak nie potrafił opanować piłki. Nie wyzbył się błędów, znacznie przeciągniętych lub niedociągniętych dośrodkowań czy prostych strat, ale w końcu nie było ich przy każdym jego dotknięciu piłki. Może ten występ da Chodynie jakiś impuls i poskutkuje poprawą jego dyspozycji.
Ilja Szkurin - Dla Białorusina był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie i niestety nie może go zaliczyć do udanych. Tak naprawdę, jako jedyny z drużyny, zawiódł po całości. Ruszał się jak wóz z węglem, jakby biegał cały czas z workiem pełnym piasku na plecach. Nie potrafił prosto przyjąć piłki, co pokazał m.in. w 63. minucie, gdy był niepilnowany w polu karnym i wystarczyło dobrze opanować futbolówkę, by znaleźć się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. W zasadzie brakowało go w większości akcji. W znacznej części biegał tyłem do bramki, przemieszczał się z lewej na prawą i przypatrywał temu, co robią koledzy z drużyny. W zasadzie jedyne, co wyszło mu w tym spotkaniu, to dośrodkowanie w 42. minucie z prawej strony na dalszy słupek, które trafiło idealnie do nogi niepilnowanego Ryoyi Morishity. Poza tym kompletnie bezproduktywny występ nowego napastnika Legii. Dodatkowo kwadrans później przez swoje nieodpowiednie ustawienie we własnym polu karnym podczas rzutu rożnego i nienaturalnie ułożoną dłoń, mógł sprokurować rzut karny dla przeciwnika. Początek Szkurina w Legii, jak na razie, jest bardzo nieudany, ale dajmy atakującemu trochę czasu, by się rozkręcił i udowodnił, że był warty swojej ceny.
Zmiennicy
Juergen Elitim - Pojawił się na murawie w 66. minucie. Po jego wejściu akcje drużyny nieco się rozkręciły, Kolumbijczyk skutecznie wspomagał w rozegraniu Bartosza Kapustkę. Nie był może jakoś niezwykle aktywny, ale dawał dodatkową opcję i z piłką przy nodze potrafił zrobić różnicę. Momentami rywalom ciężko było go zatrzymać, co zresztą mogło skończyć się bardzo źle, gdy w doliczonym czasie gry został ostro potraktowany spóźnionym wślizgiem przez Tarasa Romańczuka. Nie była to jakaś specjalna zmiana w wykonaniu Elitima, ale na pewno w miarę udana.
Wojciech Urbański - Zmienił na murawie Ilję Szkurina. Ustawiony był najczęściej na lewej flance, ale często schodził również bliżej środkowej strefy i pola karnego. Młodzieżowcowi jednak nie wychodziło zbyt wiele. Starał się, chciał się pokazać, lecz momentami gubił się z piłką czy dogrywał niedokładne. Próbował kilku strzałów czy to z dystansu, czy z pola karnego, ale albo były blokowane, albo niecelne. Zresztą to właśnie po zablokowanym uderzeniu Urbańskiego do piłki dopadł Ryoya Morishita i dał Legii prowadzenie. Legionista na pewno pokazywał się już nie raz z lepszej strony i wiemy, że stać go na znacznie więcej.
Patryk Kun, Artur Jędrzejczyk, Mateusz Szczepaniak - Weszli na boisko w doliczonym czasie drugiej połowy. Grali za krótko, żeby ich ocenić.
