Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Relacja z trybun: Ukradli my dla was flagi

piątek, 28 lutego 2025 12:34 galeria wideo
Relacja z trybun: Ukradli my dla was flagi
fot. Kamil Marciniak / Legionisci.com
Legionisci.com
BodziachLegionisci.com

Po tegorocznych wynikach naszych piłkarzy, a szczególnie kompromitacji w Radomiu z ostatniego weekendu, wydaje się, że jedyną realną szansą dla naszego klubu na awans do europejskich pucharów na kolejny sezon będzie zdobycie Pucharu Polski. Mieliśmy do wykonania trzy kroki, a ten w ćwierćfinale wydawał się najtrudniejszym z nich, bowiem przyszło nam się mierzyć przy Łazienkowskiej z Jagiellonią, której piłkarze prezentują zgoła odmienną dyspozycję w ostatnim czasie.


Początkowo długo trwały przepychanki pomiędzy klubami dotyczące terminu rozegrania meczu 1/4 finału. Białostoczanie próbowali wymusić na PZPN czwartkowy termin, by zespół miał więcej czasu na odpoczynek po meczach 1/16 finału Ligi Konferencji z Baćką Topolą. Legia chciała grać w środę, twierdząc, że w czwartek na jej stadionie będzie miała miejsce komercyjna impreza. I ostatecznie utrzymano środowy termin, a kiedy legionistom udało się przesunąć termin meczu z Radomiakiem na sobotę, na Podlasiu gul skoczył jeszcze bardziej. A nie od dziś wiadomo, że kompleksy białostoczan względem Warszawy są ogromne - wszyscy pamiętamy doskonale szaliki z podziękowaniami dla rodziców, że nie są z Warszawy. Tej samej, do której później jeżdżą do pracy i zdobywać edukację.



W środowy wieczór na naszym stadionie pojawiło się 23,8 tys. fanów. Wobec ostatniej postawy piłkarzy - całkiem przyzwoicie. Klub postanowił na siłę zaprezentować pokaz świetlny, który początkowo miał mieć miejsce przy okazji spotkania z Puszczą. Wówczas zreflektowano się, że wobec wściekłości kibiców (po porażce w Gliwicach i wcześniejszej stracie punktów z Koroną), lepiej będzie "światełka" przesunąć. Ciekawe co kierowało klubowymi włodarzami, do zaprezentowania tegoż pokazu po beznadziejnym występie w Radomiu. Czy naprawdę nie warto fundusze wydane na te pierdolety przeznaczyć na wzmocnienie składu?



Jagiellonia do Warszawy przyjechała autokarami (21 szt.) w 1200 osób, w tym delegacja Mazura Ełk. Do stolicy wyruszyli z Podlasia o 15:15, czyli na blisko 6 godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Miejsca w klatce zajęli z odpowiednim wyprzedzeniem. Większość osób w sektorze gości miała na sobie charakterystyczne, pasiaste koszulki. Przyjezdni wywiesili 8 flag - "Jagiellonia Białystok (opętani)", "Jagiellonia", "JB", "1946" (Mazur Ełk), "Ultras", "Sokółka", "Hajnówka", "BKKN". Jagiellonia przed meczem napinała się - przypominając o swoim pierwszym w historii mistrzowskim tytule i bełkocząc coś o berle i koronie. W odpowiedzi usłyszeli "Hej k..., śmiecie - wy berłem zęby myjecie".



Na wyjście piłkarzy miała miejsce pierwsza tego dnia oprawa przygotowana przez legionistów. Najpierw podczas "Snu o Warszawie" na Żylecie utworzony został motyw Warszawskiej Syrenki. Biel świetnie oddawały małe flagi na kijach trzymane przez osoby w białych pelerynach, po bokach tło stanowiły czerwone i zielone kartoniki. Następnie po odliczaniu, obramowanie Syrenki zostało rozświetlone kilkudziesięcioma racami.



Od początku spotkania ruszyliśmy z głośnym dopingiem. Dało się wyczuć, że ciężar gatunkowy spotkania jest spory. Piłkarze na szczęście dostosowali się poziomem i zaangażowaniem - w końcu jeździli na tyłkach po murawie, zapier...li aż miło. Kiedy w 11. minucie, na bramkę przed Żyletą gola strzelił Kacper Chodyna (przy pieśni "Do boju Legio marsz!") - radość była niesamowita! Świętowanie bramki trwało w najlepsze, kiedy w końcu arbiter bramkę anulował. Co oczywiście spotkało się z radością w sektorze gości i niemałym wkur...niem z naszej strony. Po raz pierwszy zaraz po decyzji o anulowaniu bramki, na telebimach na moment pokazano analizowaną przez VAR sytuację, wraz z namalowaną linią wyznaczającą pozycję spaloną. "Hej Legio, jazda z k...mi!" - niosło się po chwili ze wszystkich trybun.



Czasu na przeżywanie sportowej części widowiska nie mieli ultrasi, którzy już byli w trakcie szykowania kolejnej oprawy. Najpierw na dolnym sektorze naszego młyna rozciągnięta została sektorówka "Boras", a po pewnym czasie spod niej ukazały się pierwsze płótna Jagiellonii - m.in. sektorówka, które po chwili kończyły swój żywot rozrywane przez legionistów, przy akompaniamencie pieśni "Bo Jagi nikt nie lubi, bo Jaga nie ma zgód...".



Klasyczną formą pozbycia się zdobycznych barw jest jednak ich spalenie, więc tradycji musiało stać się zadość. Na dole rozciągnięty został więc transparent nawiązujący do podlaskiej gwary - "Ukradli my dla was flagi". Na górnej kondygnacji zawisło do góry kołami kilkanaście flag "Jagi". Najpierw zaproszono przyjezdnych do ich odbicia, okrzykiem - "Chodźcie po flagi, jak macie trochę odwagi". Jako że nie dało się zauważyć zainteresowania w tym temacie po stronie przyjezdnych, przystąpiliśmy do tego co nieuniknione. Wszystkie wywieszone płótna szybko zajęły się ogniem, a następnie "do pieca" dokładano kolejne białostockie flagi, które nie zmieściły się w pierwszym "rzucie". A przypomnijmy, że większe palenie fantów "Jagi" miało miejsce już parokrotnie - zarówno na naszym stadionie, jak i na nowym obiekcie na Podlasiu. Kiedy ostatnie płótna Jagiellonii kończyły swój żywot, z trybun przy Ł3 niosło się "Na ulicy Jurowieckiej ma siedzibę swą...". A resztki białostockich szmat tliły się właściwie do końca meczu. Z tego powodu tego dnia nasze oflagowanie wywiesiliśmy tylko i wyłącznie na dolnej kondygnacji.



Niestety niedługo po akcie zniszczenia wrogich barw, nastąpiła radość w sektorze gości - po tym jak piłkarze gości przeprowadzili skuteczny atak i wyszli na prowadzenie. "Legia walcząca, Legia walcząca do końca!" - skandowaliśmy wtedy. Do końca pierwszej połowy sytuacja na murawie nie uległa już zmianie. I chociaż sytuacja zdecydowanie nie napawała optymizmem, w drugiej połowie wpadliśmy w taki trans, że koniec świata. Każdy zdawał sobie sprawę, że albo damy z siebie wszystko, albo skończymy przygodę z rozgrywkami Pucharu Polski. Po wyrównującym trafieniu zapanowało istne szaleństwo.


Później zaprezentowaliśmy kolejną tego dnia prezentację. W górę poszły setki dużych flag na kijach, pośród których miało miejsce konkretne racowisko na całej Żylecie. Przepiękny widok, co więcej w akompaniamencie fanatycznego dopingu "Za kibicowski trud, za święte barwy Twe...".



Na pewien moment (nie pierwszy raz tego wieczora) serca nam zadrżały. A miało to miejsce, gdy sędzia podyktował rzut karny dla Jagiellonii. "Sędzia weź sznur i powieś się..." - niosło się za chwilę. A tymczasem nastąpiła dłuższa przerwa w grze, analiza VAR, po której arbiter zmienił swoją pierwotną decyzję. Co oczywiście przyjęte zostało z olbrzymią radością z naszej strony i płaczem w sektorze gości. "Taki ch..., taki ch...!" - skandowaliśmy w stronę "pszczółek".


Później zaś z pełną mocą ruszyliśmy z pieśnią "Nie poddawaj się, ukochana ma...". I w 85. minucie doczekaliśmy się gola na 2-1! Cóż to się działo w naszych szeregach, to trudno opisać. Mając w pamięci sytuację z rzutem karnym, w moment przenieśliśmy się z piekła do nieba. Parę minut po bramce, od 90. minuty spotkania, kiedy sędzia doliczył 10 minut, ruszyliśmy z pieśnią "Gdybym jeszcze raz...". Piłkarze bronili dostępu do własnej bramki z pełnym zaangażowaniem, aż w końcu zaatakowali znów skutecznie strzelając trzeciego gola. Z perspektywy Żylety drugie tego dnia trafienie Morishity wywołało radość, by po chwili przejść w zwątpienie, gdy piłka zaczęła sunąć poza bramką i wydawało się, że może jednak było to uderzenie niecelne. Dopiero reakcja całej drużyny sprawiła, że uwierzyliśmy w to, co się faktycznie stało i zaczęła się istna fiesta. Tym większa, że przed tym meczem nic nie wskazywało na to, byśmy mieli szanse na wygraną.



Po meczu podziękowaliśmy piłkarzom i zaśpiewaliśmy wspólnie "Warszawę". Mamy nadzieję, że takie zaangażowanie będziemy widzieli na każdym meczu. Następnie napinającym się białostoczanom przekazaliśmy dwie kwestie - "Powiedz, czy boli?" oraz "Bo Warszawa jest od tego, aby j... was na całego". Jagiellonia zaś musiała odczekać godzinę na wyjście z sektora i ruszenie w drogę powrotną. Cały ten czas mogli poświęcić na złorzeczenie sędziom, którzy jak zwykle sprzyjają Legii.


Przed nami w niedzielę spotkanie ligowe ze Śląskiem. Wrocławianie powoli żegnający się z ekstraklasą, do Warszawy przyjadą w licznej grupie - nie mniejszej niż Jagiellonia. Przypominamy wszystkim, że przed meczem, od godziny 12:00, w barze kawowym Źródełko odbędzie się legijny kiermasz klubowych pamiątek, na który serdecznie zapraszamy. Zaś po meczu w SportsBarze Ł3, będą miały miejsce zapisy na wyjazd do Molde - zarówno opłaty za sam bilet (20 euro), jak i na czarter (1750 zł). A w niedzielę wieczorem poznamy rywala w półfinale Pucharu Polski, który czekać nas będzie 1 lub 2 kwietnia.


Frekwencja: 23 816
Kibiców gości: 1200
Flagi gości: 8


Autor: Bodziach






Udostępnij