Legia Warszawa przegrała w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Konferencji z Molde FK 2-3. Legioniści zagrali prawie identyczny mecz w Norwegii, jak przed rokiem. W pierwszej połowie kompletnie nie istnieli, byli chłopcem do bicia, a po przerwie role się zamieniły. Gracze stołecznej drużyny nieco odrobili straty i pozostawili szansę na awans do dalszej fazy. Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy legionistom za ten mecz.
Plusy i minusy po meczu z Molde FK
Kacper Chodyna - Na tle całej drużyny był najlepszym zawodnikiem na przestrzeni meczu, co też pokazuje, jak wyglądała jej gra. W pierwszej połowie może nie był efektywny, ale i tak był jednym z najbardziej aktywnych zawodników ofensywnych. W 30. minucie opanował przerzut Marca Guala, ograł jednego z zawodników Molde i huknął technicznie na dalszy słupek, jednak świetną interwencją popisał się golkiper gospodarzy. Ta sytuacja pokazała, że Chodyna jest w tym meczu pazerny na bramki, co udowodnił także w 64. minucie, kiedy wyprzedził obrońcę w polu karnym i, otrzymując podanie od Claude'a Goncalvesa, umieścił piłkę w pustej bramce. Uczestniczył też przy drugiej zdobyczy bramkowej, udało mu się przyjąć trudną, górną piłkę na pole karne i odegrał do lepiej ustawionego Bartosza Kapustki, który później rozprowadził akcję do asystującego Pawła Wszołka. Chodyna generalnie był zdecydowanie bardziej pewny w próbach dryblingu, pojedynkach z przeciwnikami i nie bał się ryzykować. Oby skrzydłowemu udało się podtrzymać taką lub jeszcze lepszą dyspozycję w kolejnych meczach.
Paweł Wszołek - Bardzo dobrze współpracował na prawej stronie z Kacprem Chodyną. Często podłączał się do ofensywy, starając się dać opcję i zrobić jakąś różnicę. To udało mu się w 67. minucie, kiedy otrzymał piłkę na prawej stronie pola karnego i wyłożył ją idealnie do pustej bramki Luquinhasowi. Podobnie jak skrzydłowy, był dość pewny w pojedynkach ofensywnych z rywalami. Kilkukrotnie udało mu się stworzyć sytuacje bramkowe dla kolegów z drużyny celnymi dośrodkowaniami, które jednak nie były wykorzystane. Szczególnie w pierwszej połowie nieco kulała jego defensywa, na pewno mógł lepiej zachować się przy pierwszej straconej bramce, a chwilę później dał się ograć w bardzo podobny sposób, ale z czasem ustabilizował swoje poczynania w obronie i był dość pewnym punktem, bardzo dobrze asekurował dalszy słupek. Kondycja i wybieganie Wszołka zrobiły różnicę w powrocie do gry.
Bartosz Kapustka - Kapitan Legii był najbardziej, a może nawet jedynym efektywnym zawodnikiem środka pola, w szczególności do wejścia Rafała Augustyniaka. Starał się rozgrywać i przyspieszać akcje drużyny, a szczególnie pozytywnie wyglądał w aspekcie rozprowadzania kontrataków. W 32. minucie zdecydował się na mocne uderzenie ze skraju pola karnego, jednak dobrą interwencją popisał się golkiper Molde. Wygrywał większość pojedynków z przeciwnikami w środku pola, wiele przebitek i zbierał sporo bezpańskich piłek, choć zdarzały mu się też niepotrzebne straty czy proste błędy w rozegraniu. Był jednym z kluczowych zawodników przy drugiej zdobytej bramce, znalazł niepilnowanego na prawej stronie Pawła Wszołka, zagrywając do niego prostopadle między obrońcami i notując asystę drugiego stopnia. Szkoda, że reszta pomocników nie dostosowała się do jego poziomu. Opuścił murawę w 75. minucie.
Jan Ziółkowski - Za to, co zrobił w 17. minucie, powinien otrzymać burę. Zachowanie Ziółkowskiego w tamtej sytuacji pokazało, że jest jeszcze nieokrzesanym zawodnikiem, któremu takie błędy mogą się zdarzać. Przy pierwszej straconej bramce musiał naprawiać braki zawodników środka pola, którzy przez wysoki pressing byli spóźnieni w defensywie, przez co obrońca musiał wyjść nieco wyżej i zostawił dużo wolnego miejsca w polu karnym. Najważniejsze było jednak to, jak młody obrońca zareaguje na błędy, a jego reakcja była najlepsza z możliwych. Przez resztę swojego występu był zdecydowanie najpewniejszy punktem defensywy, świetnie się ustawiał i w ostatnim momencie przerywał wiele prób ataków gospodarzy. Ostatecznie zanotował 4 skuteczne odbiory, aż 7 wybić z pola karnego i wychodził górą z 75% pojedynków z rywalami. Naprawdę warto pochwalić Ziółkowskiego za zmianę zachowania w tym meczu, bo wielu na jego miejscu mogłoby spuścić głowę i całkowicie stracić koncentrację. Został zmieniony w 61. minucie.
Claude Goncalves - Choć trener Goncalo Feio na pomeczowej konferencji prasowej powiedział, że Portugalczyk stwarzał różnicę mobilnością i intensywnością, to nie dało się tego zauważyć, a szczególnie w pierwszych 45 minutach. Wydawało się wręcz, że Goncalves w wielu sytuacjach był spóźniony czy zbyt wolny, jak m.in. w 35. minucie, gdy mógł wybiec sam na sam z bramkarzem, jednak dał się dogonić obrońcy i z łatwością przepchnąć. Oczywiście, pomocnik pracował w pressingu, czasami był nawet najwyżej wysuniętym z legionistów, ale przez to wiele razy brakowało go na właściwej pozycji, a nie był dobrze asekurowany przez resztę drużyny, co tworzyło ogromne wyrwy w środku pola. Momentami również brakowało jego wsparcia w defensywie. Można pochwalić go jedynie za wybiegnięcie w tempo za obrońców w 64. minucie i znalezienie w polu karnym niepilnowanego Kacpra Chodyny, dzięki czemu zanotował ważną asystę. Widać jednak było, że Goncalves w ostatnim czasie występował sporadycznie i brakuje mu ogrania meczowego. Zszedł z boiska w 75. minucie.
Maximillian Oyedele - Dotychczas najgorszy występ młodego pomocnika w stołecznym klubie. Bardzo brakowało drużynie jego atutów - nie był agresywny i pazerny w obronie, za to ospały i niemrawy, brakowało jego zabezpieczenia oraz ogólnej skuteczności w defensywie, często był spóźniony. Nie uczestniczył również praktycznie w ogóle w rozegraniu, a jakość jego podań pozostawiała wiele do życzenia. Generalnie było go bardzo mało, przechodził nieco obok meczu, a gdy już był pod grą, to często zachowywał się niechlujnie. Oyedele nie może w następnych meczach prezentować takiej podwórkowej gry, szczególnie na takim etapie, takich rozgrywek. Opuścił murawę w 61. minucie.
Ruben Vinagre - Jak długo będziemy czekać jeszcze na czarującego Vinagre? Na razie Portugalczyk prezentuje niewielki procent swoich umiejętności i tak samo było w czwartkowym spotkaniu w Norwegii. Był nieefektywny, nie potrafił zaskoczyć rywala i kurczowo trzymał się lewej flanki. Według oficjalnych statystyk, wszystkie jego dryblingi były nieudane, a z 7 pojedynków wygrał tylko raz. Był nieskuteczny w dośrodkowaniach, również tych ze stojącej piłki. Boczny obrońca po raz kolejny udowodnił, że nie do końca radzi sobie w defensywie, zostawia dużo przestrzeni, czym burzy całą linię obrony. Przy pierwszej bramce miał szansę zablokować dobitkę, jednak jakoś dziwnie złożył się do tej blokady, a przy trzecim golu Molde to właśnie Vinagre złamał linię spalonego i odpuścił krycie i gonienie strzelającego Fredrika Gulbrandsena. Podobnie jak Claude'a Goncalvesa, można pochwalić go za pierwszą akcję bramkową, w której błysnął swoim geniuszem i w idealnym momencie uruchomił prostopadłym podaniem za linię obrony swojego rodaka, co było kluczowe w tej akcji. Miejmy nadzieję, że w rewanżu i pozostałych meczach Vinagre będzie tak dobry, jak to podanie.
Steve Kapuadi - Francuz drugi mecz z rzędu był cieniem samego siebie, a przecież w lutym defensor był najlepszym zawodnikiem Legii. Bardzo często opuszczał swoją pozycję, szwankowało u niego ustawienie, może przez brak odpowiedniej koncentracji. W pierwszej połowie notorycznie był spóźniony, jak m.in przy pierwszej bramce, gdy przegrał przebitkę z napastnikiem Molde. Przed drugą bramką mógł wcześniej wyjaśnić sytuację główkując, jednak zdecydował się wyblokować napastnika, co również było dobrą decyzją z jego strony, ale faktem jest to, że mógł po prostu pewnie interweniować. Przy trzecim trafieniu próbował złapać Frederika Gulbrandsena na pułapkę ofsajdową, ale przez błąd Rubena Vinagre, to się niestety nie udało. Można pochwalić go za interwencję wślizgiem w ostatnich minutach pierwszej połowy, kiedy w ostatnim momencie powstrzymał napastnika Molde, co może okazać się jedną z kluczowych interwencji dwumeczu. Miał kilka szans w ofensywie na uderzenie głową, jednak albo pudłował, albo był blokowany. Być może to tylko przypadek, ale od kiedy Kapuadi występuje w masce, jest mniej pewny i skuteczny w swoich poczynaniach.
Marc Gual - Legii brakowało w tym meczu skutecznego napastnika. Hiszpan nie tylko nie zapewniał skuteczności, praktycznie nie dochodził do sytuacji brakowych, a jego strzały z dystansu w większości były blokowane, ale też wiele razy grał na niekorzyść drużyny, tracąc piłki w bardzo prosty sposób lub podejmując fatalne wybory. Tak naprawdę, oprócz funkcjonowania w pressingu, przez cały mecz wyszły mu tylko dwa zagrania, oba do Kacpra Chodyny - jedno z pierwszej połowy, po którym skrzydłowy oddał groźny strzał i drugie, po którym padła druga bramka dla Legii. Gual może przemieszczał się po całym boisku i jego heatmapa może jakoś imponować, ale gry i pożytku nie było z tego żadnego.
Wahan Biczachczjan - Jeśli o Gualu można powiedzieć, że był niepożyteczny, to co dopiero w przypadku Biczachczjana? Właściwie chyba najczęściej był przy piłce, gdy podchodził do wykonywania stałych fragmentów gry, których jakość także lepiej przemilczeć. Grał jakby bez zaangażowania, kompletnie chaotycznie i bezcelowo. Nie podejmował żadnego ryzyka z piłką przy nodze, starał się szukać najprostszych rozwiązań, a akcje grane przez niego szły na stratę. Kompletnie nie wspomagał drużyny w defensywie, a patrząc jak ofensywnym bocznym obrońcą jest Ruben Vinagre, lewy skrzydłowy jest zobowiązany do pomocy mu w defensywie. W zasadzie dziwne, że Ormianin został zmieniony dopiero w 66. minucie.
Vladan Kovacević - Golkiper Legii mógł zachować się lepiej przy dwóch z trzech straconych bramek, bo przy ostatnim golu, w sytuacji sam na sam z napastnikiem nie miał nic do powiedzenia. Przy pierwszej bramce niby interweniował przy strzale, jednak odbił to uderzenie prosto pod nogi Eirika Hestada, który dobitnie wykorzystał tę nieporadność Bośniaka. Przy drugiej bramce oczywiście najwięcej winy ponosi Jan Ziółkowski, jednak wydaje się, że golkiper również mógł zachować się znacznie lepiej. Mógł nie odpuścić biegu do piłki, zaryzykować, bo wydawało się, że Kovacević mógł zdążyć dopaść do futbolówki jako pierwszy. Późniejsza interwencja bramkarza także była jakaś dziwna, jakby ospała. Na plus można zapisać mu interwencję z 13. minuty, gdy wyciągnął się do uderzenia Frederika Gulbrandsena. Jak na razie, Kovacević nie daje pewności oczekiwanej po jego transferze.
Zmiennicy
Rafał Augustyniak - Wszedł na boisko w 61. minucie. Wprowadził masę ożywienia, energii i przede wszystkim pewności do środka pola Legii. Był agresywny, nieustępliwy, skuteczny w odbiorze. Od początku wszedł z ogromnym zaangażowaniem, chęcią odmiany złego wyniku. Było widać od razu, jaką jakość wniósł w poczynania zespołu, który momentalnie zaczął prezentować się znacznie lepiej. Wspomagał Bartosza Kapustkę, a potem Juergena Elitima, w rozegraniu, szukał ofensywnych zawodników górnymi podaniami i przerzucał ciężar gry z jedną na drugą flankę. Defensywny pomocnik wysłał trenerowi Goncalo Feio sygnał, że jest gotowy powrócić do pierwszego składu.
Radovan Pankov - Serb wrócił do gry po miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Choć rywale nie atakowali już tak często, to w praktycznie każdym ich ataku czy kontrze defensor powstrzymywał ich z ogromną łatwością, świetnie czytając grę. Wniósł do defensywy dużo spokoju, ale również pewności, determinacji i waleczności. Pokazał swój charakter lidera oraz duże opanowanie. Jeśli tylko Pankov jest już w pełni gotowy do gry, to wydaje się idealnym wyborem na rewanż z silnymi Norwegami.
Luquinhas - Podobnie jak Pankov, Brazylijczyk wrócił na murawę po urazie, który odniósł na początku zimowych przygotowań. Był to więc dla niego pierwszy występ w 2025 roku. Skrzydłowy zaliczył prawdziwe wejście smoka, gdy po minucie od pojawienia się na murawie dobrze odnalazł się na dalszym słupku i zamknął dobre podanie Pawła Wszołka. Brazylijczyk ogółem wniósł dużo ożywienia, energii, a ataki lewą flanką zaczynały w końcu przynosić korzyści. Ogromna szkoda, że Luquinhas żółtą kartką wyeliminował się z rewanżu w Warszawie, jednak decyzja o przerwaniu kontrataku gospodarzy była słuszna i konieczna. Miejmy nadzieję, że skrzydłowy po powrocie będzie pokazywać taką formę w większości meczów.
Juergen Elitim - Wszedł na boisko w 75. minucie. Po raz kolejny szkoda, że Kolumbijczyk dostał tak mało minut, bo zaliczył udane wejście. Był aktywny, pokazywał się do gry i rozegrania, w którym bardzo chętnie uczestniczył, a jego podania potrafiły zrobić różnicę. Być może gra drużyny wyglądałaby inaczej, gdyby Elitim zaczął ten mecz w pierwszym składzie, choć jego występ na sztucznej murawie, dodatkowo pełnej wody, po poważnej kontuzji kolana, mógł być ryzykowny. W rewanżu Kolumbijczyk może pełnić bardzo ważną rolę.
Tomas Pekhart - Pojawił się na murawie w 75. minucie. Czech miał około 20 minut, by pokazać się ofensywie, w końcu drużyna walczyła choćby o remis i potrzebowała pazernego atakującego. Pekhart był jednak widoczny tylko w momencie wbiegania na boisko. Przez cały występ zanotował zaledwie 2 kontakty z piłką, które kończyły się jej stratą. Postawienie na Czecha było zmarnowaną zmianą.
