Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Pogonią

niedziela, 4 maja 2025 08:39
Plusy i minusy po meczu z Pogonią
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W piątkowe popołudnie Legia Warszawa pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin 4-3 i sięgnęła po Puchar Polski. Legioniści przez większą część spotkania kontrolowali je, ale zdarzało im się tracić koncentrację i prokurować proste straty bramek. Na szczęście ich skuteczność również nie szwankowała, zdobyli o jedną bramkę więcej niż szczecinianie i zgarnęli trofeum w regulaminowym czasie gry. Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy podopiecznym trenera Goncalo Feio za ten mecz.


Ryoya Morishita - Japończyk w fenomenalny sposób odpowiedział na brak formy w ostatnim czasie. Choć było dużo wątpliwości, bo podczas pobytu w Legii w dużej liczbie spotkań takiej rangi zawodził, jednak tym razem udowodnił, jak bardzo się rozwinął. Grał błyskotliwie, zdecydowanie, dobrze wyczuwając swoje momenty w ofensywie. Był zdecydowanie najbardziej aktywnym zawodnikiem warszawskiej drużyny, a do tego efektywny i precyzyjny, dzięki czemu uczestniczył przy trzech z czterech goli zespołu. W 14. minucie ruszył na przebój na prawej flance w pole karne, ogrywając z dziecinną prostotą Leonardo Koutrisa i świetnym zagraniem w poprzek pola karnego obsłużył Luquinhasa podaniem na pustą bramkę. Druga bramka padła już jego łupem. Na samym początku drugiej połowy Japończyk dobrze poszedł za akcją, czyhał na piłkę w polu karnym, a gdy ta trafiła szczęśliwie pod jego nogi, bez skrupułów wykorzystał swoją okazję, oddając mocny strzał z bardzo ostrego kąta. Przy trzecim trafieniu Japończyk również wykazał się intuicją i sprytem. Po błyskawicznym odbiorze piłki momentalnie zauważył i obsłużył prostopadłym podaniem Ilję Szkurina, który pewnie pokonał golkipera w sytuacji sam na sam. Jedynym kamyczkiem do ogródka Morishity może być jego zachowanie przy pierwszej bramce dla Pogoni, bo to właśnie on zachował bierność i stracił krycie strzelającego głową Danijela Loncara. Oprócz tego, był to wręcz perfekcyjny występ.


Luquinhas - Luquinhas, podobnie jak jego kolega na prawym skrzydle, także wykazał się ogromną aktywnością, chęcią do gry i potrafił zrobić sporą różnice. Gracze Pogoni wielokrotnie nie potrafili poradzić sobie z jego opanowaniem piłki, zwrotnością, błyskawicznymi zmianami kierunku biegu i szybkością. Przez to Brazylijczyk nieraz cierpiał po ostrych, zdecydowanie spóźnionych wejściach w jego nogi. Mimo tego Luquinhas nie unikał starć, cały czas był pod grą i nieustannie wywierał presję na defensywie drużyny ze Szczecina. Skrzydłowy bardzo dobrze funkcjonował na lewej flance wraz ze swoimi współpartnerami, ale również świetnie odnajdywał się w strefie środkowej, gdzie często schodził po piłkę i inicjował szybkie ataki. Szukał również wolnych przestrzeni w polu karnym i już w pierwszym kwadransie meczu udało mu się takową wykorzystać. Brazylijczyk uwolnił się od obrońców, skutecznie uważał, by nie złamać linii spalonego, pokazał się do podania i wykończył podanie Ryoyi Morishity na pustą bramkę. Warto zaznaczyć też waleczność Luquinhasa przy nieuznanej bramce Steve'a Kapuadiego, bo choć to właśnie przez skrzydłowego gol został anulowany, to robił on w tej akcji wszystko, by wpakować piłkę do siatki. Zszedł z boiska w 83. minucie.


Juergen Elitim - Kolumbijczyk po raz kolejny pokazał, że w najważniejszych meczach i momentach można w pełni na niego liczyć. Był w tym meczu swoistym sercem zespołu. Pokazał swoją stabilność i wszechstronność, skutecznie łącząc w swojej grze aspekty ofensywne i defensywne. Wykazał się nie tylko dużym spokojem z piłką przy nodze, który po części pozwolił opanować w tym meczu środek pola, ale także błysnął świetną skutecznością podań, spokojem w rozegraniu i przeglądem pola. Przede wszystkim w drugiej części tego spotkania jego długie podania na połowę Pogoni lub za obronę szczecińskiego zespołu robiły ogromną różnicę, dezorganizowały szyki defensywne przeciwnika, a w pierwszej kolejności stwarzały wiele doskonałych sytuacji dla własnej drużyny. Nie migał się od zadań obronnych - często skutecznie przerywał akcje rywala, dobrze czytał zamiary przeciwników i potrafił natychmiast przejść z fazy odbioru do budowania ataku. Kilkukrotnie także dobrze wrócił na własne pole karne i utrudniał bądź całkowicie przerywał ataki rywali, również ryzykownymi, ale skutecznymi wślizgami. Pomocnik był po prostu kluczową postacią w całej układance meczowej. Opuścił murawę w 83. minucie.


Steve Kapuadi - Francuski stoper rozegrał bardzo solidne zawody, przykrywając całkowicie napastnika Pogoni, Efthymisa Koulourisa, który nie mógł przy nim rozwinąć skrzydeł. Kapuadi prezentował dużą pewność siebie, świetnie czytał grę i regularnie wygrywał pojedynki fizyczne. Był ostoją defensywy – ustawiał się bardzo mądrze, asekurował partnerów z linii obrony i przecinał kluczowe podania przeciwnika. Dzięki dobremu czytaniu gry i zasięgowi, potrafił neutralizować zagrożenie zarówno w stałych fragmentach gry, jak i przy dośrodkowaniach z gry. Mimo że Legia straciła aż trzy bramki, Francuz był zamieszany tylko częściowo w jedno trafienie szczecinian. Kapuadi w walce o piłkę na swojej połowie faulował Adriana Przyborka i sprokurował rzut wolny, po którym padła pierwsza bramka dla Pogoni. Sam kilka chwil wcześniej również trafił do siatki rywala - powalczył do końca o piłkę w polu karnym i na raty wbił ją do siatki, jednak przez wcześniejsze zagranie ręką to trafienie nie mogło zostać zaliczone. Świetnie zachował się również przy ostatnim trafieniu Legii, kiedy przy dośrodkowaniu Radovana Pankova na pole karne przepuścił piłkę do Rubena Vinagre, przy czym odciągnął rywala od Portugalczyka i zdecydowanie opóźnił jego interwencję. Kapuadi przez całe spotkanie zachowywał chłodną głowę, grał pewnie i bez zawahania.


Paweł Wszołek - Dla prawego obrońcy był to pierwszy mecz po urazie, który odniósł w pierwszym ćwierćfinałowym meczu przeciwko Chelsea FC. Szczerze mówiąc, kompletnie nie było po nim widać, że był to jego pierwszy występ od prawie miesiąca bez gry. Wszołek wyglądał świetnie fizycznie, wygrywał zdecydowaną większość pojedynków z przeciwnikami. Przede wszystkim nie odstawał również szybkościowo, a przeciwnika miał godnego sobie - Kamila Grosickiego. Wszołek praktycznie wyłączył byłego reprezentanta Polski z meczu, odbierając mu przestrzeń i czas na reakcję, co znacząco wpłynęło na ograniczenie ofensywy rywali. Imponował siłą, wyczuciem w defensywie i świetnym czytaniem gry. Ważne były również jego rajdy ofensywne, w których bardzo dobrze współpracował z Ryoyą Morishitą. W pierwszej połowie napędził kilka ataków drużyny prawą stroną, a na samym początku drugiej części zrobił dużą robotę, by szybko przywrócić drużynę na prowadzenie. Prawy obrońca ruszył prawym skrzydłem, wbiegł w pole karne i oddał mocny strzał, który został zablokowany. Bez tego ruszenia z jego strony nie byłoby jednak całej akcji. Ze względów taktycznych został zmieniony w 55. minucie.


Ruben Vinagre - To był mocno nierówny mecz w wykonaniu Portugalczyka. Był on dość aktywny, starał się podłączać za większością ofensywnych akcji drużyny i pozytywnie wyglądała jego współpraca na lewej stronie z Luquinhasem. Często dawał opcję w bocznym sektorze, pokazywał się do gry i starał się rozciągać defensywę rywala. Vinagre dawał jednak dość mało konkretów. Jego dośrodkowania były niedokładne, a w kluczowych momentach brakowało mu precyzji i zdecydowania. Kilka razy dobre wyjścia do przodu kończyły się stratą lub zbyt asekuracyjnym zagraniem w tył. W defensywie również pozostawił po sobie mieszane wrażenie – zdarzały mu się spóźnione interwencje i błędy w ustawieniu, co wykorzystywali rywale, szczególnie przy kontratakach. Vinagre zawalił również przy drugiej zdobytej bramce przez Pogoń, nie kontrolował tego, co dzieje się wokół niego i w ostatnim momencie dał się wyprzedzić Efthymisowi Koulourisowi, który na wślizgu trafił do siatki. Niecałe 20 minut później Portugalczyk odkupił swój błąd. Lewy obrońca dobrze opanował piłkę na polu karnym, pokonał rywala na zamach, przekładając sobie tym samym futbolówkę na prawą nogę, mocno uderzył i z dużą dozą szczęścia, przy pomocy rykoszetu zdobył bramkę, zapewniającą zwycięstwo. Można mieć mieszane uczucia co do występu Vinagre, lecz względem ostatnich meczów w jego wykonaniu można było wyciągnąć z niego parę pozytywów.


Maximillian Oyedele - Generalnie był to solidny i w miarę pewny występ defensywnego pomocnika, który dobrze wypełniał swoje zadania w fazie odbioru i asekuracji. W pierwszej połowie prezentował się bardzo dojrzale – skutecznie przerywał akcje Pogoni, dobrze się ustawiał i odpowiedzialnie wspierał linię obrony. Często był tym zawodnikiem, który całkowicie czyścił środkową strefę, nie pozwalając rywalom na łatwe wejście w okolice pola karnego. Jednak w drugiej połowie jego gra była mniej uważna – pojawiły się proste błędy techniczne i momenty dekoncentracji, szczególnie w kwestii rozegrania. Kilkukrotnie po udanych odbiorach i asekuracjach wybijał piłkę wprost pod nogi przeciwników, co sprawiało sporo zagrożenia pod własnym polem karnym. Na jego szczęście żadna z takich strat nie zakończyła się w najgorszy możliwy sposób. Mimo tego, jego obecność dawała drużynie stabilność, a sam Oyedele nie unikał również odpowiedzialności za grę i rozegranie piłki.


Claude Goncalves - Po Portugalczyku i jego ostatnich występach można było spodziewać się nieco więcej fajerwerków w tym spotkaniu finałowym. Goncalves uczestniczył czynnie w rozegraniu, był ważnym elementem w środku pola, szczególnie jeśli chodzi o współpracę z innymi kolegami z linii środkowej, jednak sam grał nieco na alibi. Często wybierał bezpieczne zagrania w poprzek boiska lub do tyłu, rzadko decydował się na prostopadłe podania czy próby rozciągnięcia gry. Brakowało mu odwagi, by samemu złamać schemat, wziąć piłkę i pobiec bliżej pola karnego, jak zdarzało mu się w ostatnich tygodniach. To był po prostu cichy występ pomocnika w ofensywie, ale zdyscyplinowany w aspektach defensywnych, w których dużo pracował dla dobra zespołu. Goncalves tym razem bardziej pełnił rolę tła – solidnego, ale niewyróżniającego się niczym specjalnym. Zszedł z boiska w 60. minucie.


Radovan Pankov - Serb, jako środkowy obrońca, prezentował się bardzo solidnie. Od początku meczu imponował spokojem i wyczuciem w ustawieniu, dzięki czemu skutecznie przerywał sporadyczne, ale potencjalnie groźne ataki Pogoni. Często wspomagał na prawej stronie defensywy Pawła Wszołka, nie pozwalając przeciwnikom na żadne zagrożenie tamtą stroną. Problemy w jego występie pojawiły się jednak w drugiej połowie, gdy musiał zastąpić Polaka na prawej obronie. Na tej pozycji wyglądał zdecydowanie mniej pewnie i to właśnie tą flanką szczecinianie sprawiali Legii największe zagrożenie. Serb miał trudności z odpowiednim ustawieniem w bocznych sektorach, tracił trochę na dynamice i nieco pogubił się przy obu akcjach bramkowych Pogoni w drugiej połowie. W 85. minucie Pankov jednak dobrze podłączył się do ofensywy, posłał wysoką piłkę na pole karne do Rubena Vinagre i zaliczył asystę przy prawdopodobnie najważniejszym trafieniu tego meczu.


Kacper Tobiasz - Szczególnie w drugiej połowie golkiper Legii miał w tym meczu sporo pracy. Tobiasz wykazał się kilkoma skutecznymi interwencjami. W 53. minucie świetnie wyciągnął się i wybił do boku mocne uderzenie z półobrotu Joao Gamboa'y. Pięć minut później golkiper znów zachował czujność i wybronił strzał po ziemi z pierwszej piłki Kamila Grosickiego, choć trzeba przyznać, że skrzydłowy Pogoni nie utrudnił mu szczególnie tej interwencji. W końcu w 80. minucie piękną robinsonadą, będąc całkowicie zasłoniętym, wybronił strzał tuż nad ziemią przy słupku Adriana Przyborka, ratując drużynę w ostatnim momencie przed stratą bramki. Wykazał się jeszcze jedną interwencją w ostatniej akcji meczu przy strzale z bliskiej odległości Efthymisa Koulourisa, ale wobec dobitki był już bezradny. Mimo tych wszystkich obron, golkiper musiał wyciągać piłkę z siatki aż trzykrotnie, co pokazuje, że mógł w tym meczu zrobić coś jeszcze lepiej.


Marc Gual - Podobnie jak Paweł Wszołek, Hiszpan również powrócił do pierwszego składu po urazie. W przeciwieństwie do bocznego obrońcy, dla niego ten występ nie był zbytnio udany. Mimo spotkania takiej rangi, finałowego, napastnik od początku wyglądał na zniechęconego. Nie można mu odmówić, żeby nie pokazywał się do podań czy unikał gry, ale po niepowodzeniach, których było wiele, zwieszał głowę, nie starał się zbytnio ich naprawiać. Klasycznie irytował również swoim egoizmem i zbyt indywidualnymi rozwiązaniami w wielu atakach. W 24. minucie Hiszpan miał szansę na przełamanie się, został desygnowany do wykonania rzutu karnego. Napastnik uderzył jednak fatalnie, wręcz idealnie do obrony dla golkipera, który wyczuł jego intencję. W tak kluczowym momencie Gual zamiast praktycznie "zamknąć" mecz już w pierwszej połowie, dodał Pogoni nadziei i napędził ją. To tylko całkowicie pogrążyło jego występ, przypieczętowało ocenę negatywną. Hiszpan zawiódł na całej linii – nie tylko piłkarsko, ale przede wszystkim mentalnie. Został ściągnięty z boiska w 60. minucie.


Zmiennicy


Ilja Szkurin - Białorusin pojawił się na boisku w 60. minucie. Przez pół godziny zrobił znacznie więcej niż Marc Gual, którego zmienił na murawie. Cztery minuty po wejściu na boisko uwolnił się w polu karnym, niepilnowany otrzymał piłkę na 11. metrze, ale uderzył po ziemi prosto w bramkarza. Białorusin jednak nie załamał się, już kilka sekund później dobrze wszedł między obrońców, pokazał się do podania i wyszedł sam na sam z bramkarzem, a jego zachowanie w tej sytuacji... majstersztyk. Szkurin zachował chłodną głowę, świetnie przełożył piłkę dryblingiem obok golkipera i wpakował piłkę do pustej bramki. Przez resztę swojego występu napastnik wielokrotnie naciskał rywali pressingiem, walczył o piłkę i był pierwszą linią, która przeszkadzała "Portowcom" w rozgrywaniu piłki. Szkurin dał mocny sygnał, że to on powinien pozostać pierwszym wyborem na pozycję nr 9.


Jan Ziółkowski - Wszedł na murawę w 55. minucie. Jego gra była spokojna, ale w niektórych momentach brakowało mu koncentracji i opanowania. Szczególnie mowa tu o trzeciej sytuacji bramkowej, przy której Ziółkowski poszedł w polu karnym na raz i dał się zmylić Efthymisowi Koulourisowi, który następnie oddał strzał na bramkę. Przy drugim trafieniu "Portowców" był bliski przecięcia podania Leonardo Koutrisa na pole karne, ale jego wślizg był nieco spóźniony i ostatecznie minął się z piłką. Sam jednak również mógł zdobyć gola. W 77. minucie wyskoczył najwyżej w "szesnastce" po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, uderzył mocno głową, ale świetną interwencją popisał się golkiper Pogoni.


Kacper Chodyna - Skrzydłowy zamienił na boisku Claude'a Goncalvesa. Niestety, po raz kolejny zaprezentował dużo niedokładności i nonszalancji. W ofensywie kilkukrotnie udało mu się zabrać z piłką, jednak nie potrafił z nią zrobić żadnej różnicy. Wielokrotnie czekał do ostatnich momentów czy to z podaniami, czy strzałami, co w praktycznie każdej sytuacji kończyło się stratą. W 84. minucie Chodyna wychodził sam na sam z bramkarzem, jednak, mimo dużej przewagi, dał się dogonić przeciwnikowi i zablokować strzał w ostatnim momencie. W obronie również był niezbyt pomocny dla zespołu. Szczególnie zawalił przy drugiej bramce Pogoni, kiedy powinien przesunąć się na pozycję prawego obrońcy, jednak zaspał i zostawił na skrzydle kompletnie niepilnowanego Leonardo Koutrisa, a potem było już za późno, by udało mu się zablokować zagranie Greka na pole karne. Tak nie powinno wyglądać wejście na boisko w jakimkolwiek meczu finałowym.


Rafał Augustyniak, Wahan Biczachczjan - Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.

Udostępnij