Lider Ekstraklasy dość szczęśliwie zremisował na wyjeździe z 13. drużyną norweskiej Tippeligaen 1-1 po spotkaniu, w którym to Norwegowie byli lepszą drużyną, mimo, że wcale nie zagrali dobrze. Przyglądając się występowi Legii nie ma wątpliwości, że wywiozła z Molde świetny wynik i w perspektywie rewanżu nasze akcje stoją znacznie wyżej niż rywali. Niestety nie brakuje też powodów do niepokoju, zwłaszcza, gdy zanalizujemy grę poszczególnych piłkarzy.
Plusy i minusy po meczu z Molde FK

Niestety, kolejni piłkarze nie zasłużyli już na tak ciepłe słowa. Tomasz Brzyski kolejny raz zanotował asystę, ale ogólnie zbyt rzadko podłączał się do akcji ofensywnych, a w tych, w których wziął udział najczęściej zagrywał niedokładnie. Za to lepiej wypadł w defensywie, gdzie tym razem nie popełnił tak rażących błędów, jak w Szczecinie. Inna sprawa, że gospodarze głównie atakowali środkiem i naszą prawą flanką. Natomiast wspomniana asysta to już istny majstersztyk. „Brzytwa” posłał idealne podanie w kierunku Dwaliszwiliego, któremu pozostało tylko przyłożyć głowę.
A skoro już o Wladimerze Dwaliszwilim mowa, to on także nie zagrał najgorzej. Wprawdzie w I połowie był zagubiony na pozycji podwieszonego napastnika, ale też nie dostawał podań. Mimo tego szukał gry, próbował przytrzymać piłkę. Po przerwie zagrał już na szpicy i miał tylko jedną okazję strzelecką, którą spokojnie wykorzystał. Warto też podkreślić, że był to jego trzeci gol w trzecim meczu z rzędu.
Przeciętnie zagrał Miroslav Radović, choć w II połowie było już lepiej, gdy z prawej strony przeszedł do środka. Zresztą w porównaniu do pozostałych kolegów i tak wypadł dobrze. Podobnie, jak „Lado”, szukał gry, próbował rozgrywać i słać prostopadłe podania. Wychodziło różnie, ale widać było, że „Rado” próbuje wziąć na siebie odpowiedzialność za grę i za wynik. Niemniej, od Miro możemy wymagać znacznie więcej, bo to po prostu dobry piłkarz, a w dodatku ograny w pucharach.

Norwegowie skutecznie wyłączyli z gry piłkarzy, których uważali za najgroźniejszych w naszej drużynie, tj. Jakuba Koseckiego i Marka Saganowskiego. „Kosie” nie zostawiali miejsca, by nabrał szybkości, albo łapali go na spalone. Wiedzieli bowiem, że rozpędzający się z piłką przy nodze Kuba nie jest groźny, w przeciwieństwie do Kuby pędzącego na pełnym gazie. Kosecki niczym się nie wyróżnił, choć trzeba mu oddać, że ciągle próbował, bardzo się starał. Z kolei „Sagan” został po prostu przykryty czapką i wyglądało to tak, jakby się zniechęcił. Zero udanych zagrań. Inna sprawa, że to napastnik żyjący z podań, a tych nie dostawał.
Bartosz Bereszyński wygląda na boisku, jak słoń. Stracił wszystkie atuty, którymi imponował wiosną. Żeby się nad nim nie znęcać wystarczy, że przemówią statystyki. Prawy obrońca zanotował 8 przechwytów i... 8 strat.
Na koniec duet środkowych obrońców Tomasz Jodłowiec i Dossa Junior. W skrócie: niepewni, wolni, niezgrani, nieprzytomni, a w dodatku obaj zawalili gola.
Rezerwowi
Henrik Ojamma - zastąpił w przerwie „Sagana” i niczym szczególnym się nie wyróżnił. Na mały plus 3 odbiory.
Michał Żyro - wszedł w 85 min. za Koseckiego.
Średnia ocen redakcji Legionisci.com (skala 1-6)
Dusan Kuciak – 4,8
Tomasz Brzyski – 3,0
Wladimer Dwaliszwili – 3,0
Miroslav Radović – 2,8
Ivica Vrdoljak – 2,2
Jakub Kosecki – 2,2
Dominik Furman – 2,0
Dossa Junior – 1,9
Bartosz Bereszyński – 1,8
Tomasz Jodłowiec – 1,6
Marek Saganowski – 1,6
Rezerwowi:
Henrik Ojamma – 3,1
Michał Żyro – 2,8