Dawno już legioniści nie przegrali meczu równie zasłużenie, jak w niedzielę. Na tle ekipy ze wschodniej prowincji zaprezentowali się nad wyraz słabo. I nie tłumaczy ich rezerwowe zestawienie personalne, bo po to Legia ma niemal 30 zawodników do grania, by ci jednak punktowali. „Jaga” w pełni wykorzystała słabość mistrzów Polski i 1-3, to i tak najniższy wymiar kary.
Dużo o poziomie gry Legii w tym meczu mówi fakt, że mimo trzech puszczonych bramek, najlepszym zawodnikiem zespołu był bramkarz. Debiutujących w naszych barwach Arkadiusz Malarz nie miał nic do powiedzenia przy golach dla gości, ale wybronił nawet więcej niż powinien. Malarz wyłapał bowiem rzut karny. Poza tym dobrze wznawiał grę… I to tyle. A mimo to, wystarczyło, by być najlepszym w naszych szeregach.
Orlando Sa był najjaśniejszym punktem naszej ofensywy. Niektórzy w trakcie i po meczu zarzucali mu, że grał egoistycznie, ale łatwość, z jaką mijał obrońców gości robiła wrażenie. Portugalczyk miał swoje szanse strzeleckie, obu jednak nie wykorzystał. Przez całe spotkanie był aktywny, szukał sobie miejsca między stoperami, szarpał się z nimi o pozycję, ale nie przyniosło to efektów bramkowych. Najbliższy powodzenia był w 42 min., gdy po dośrodkowaniu Koseckiego trafił w słupek. W II połowie też miał swoje szanse, ale był nieskuteczny.
W środku pola Tomasz Jodłowiec toczył zaciekłe boje z Pazdanem, który obrzydził życie Szwochowi. „Jodła” nie spękał jednak przed byłym graczem Górnika. Walczył, przepychał się, odbierał piłki, pchał się do przodu. Niestety, pchał się zbyt często i tracił piłkę. Brakowało mu pomysłu na rozegranie futbolówki. Nieco desperacko próbował strzałów z dystansu, które nigdy nie były jego silną stroną.
Na prawej obronie zagrał Bartosz Bereszyński i zaimponował walecznością. Rywale mieli z nim dużo problemów, bo Bartek dość dobrze bronił, ale też często podłączał się do ataków. Niestety, był w tym bardzo nieefektywny.
Igor Lewczuk wyleciał w końcu po dwóch żółtych kartkach. Nie grał za dobrze, ale przyzwoicie czytał grę, wyprzedzał przeciwników i na tle kolegów prezentował się całkiem znośnie. Zdarzyły mu się jednak nerwowe reakcje, bywało, że nie nadążał za atakami gości. Minus też za kartki…
Tomasz Brzyski ze zmiennym szczęściem poczynał sobie w obronie. I choć przydarzyły mu się takie wpadki, jak wystawienie „patelni” Tuszyńskiemu w 74 min., to jednak zazwyczaj skutecznie powstrzymywał Dżalamidze. Do tego „Brzytwa” grał odważnie w ofensywie, ale nie przynosiło to żadnego efektu, bo stwarzający przewagę Tomek dośrodkowywał niedokładnie. Jak sam przyznał po spotkaniu, w końcowych 20 minutach zabrakło mu tlenu…
Michał Masłowski wszedł po przerwie za Szwocha i, choć jego starania nie przyniosły efektów, grał znacznie odważniej. „Masełko” odnalazł się zwłaszcza po wejściu na boisko Saganowskiego i Kucharczyka, gdy akcje zespołu nabrały rozmachu. Szukał dobrych rozwiązań, próbował prostopadłych zagrań i strzałów, ale był niedokładny. Ogólnie więc Michał nie zachwycił, a oczekiwania wobec niego są znacznie większe. Niemniej, można być pewnym, że będzie grał lepiej.
Jakub Kosecki zaprezentował to, z czego już niestety słynie, czyli dużą ambicję, masę wysiłku i niemal zerowe efekty. „Kosa” szarpał, walczył, zaliczył masę sprintów, wchodził w dryblingi, dośrodkowywał, a wszystko to było mizernej jakości. Za wolno też myślał i podejmował złe decyzje. Jedyny promyczek nadziei na lepsze jutro, to akcja z końcówki I połowy, gdy pięknie wymienił podania z Bereszyńskim i świetnie dośrodkował do Sa, który trafił w spojenie.
Helio Pinto zdobył bramkę kontaktową, często włączał się do akcji ofensywnych. I to byłoby tyle plusów. Poza tym był niedokładny, brakowało mu pomysłu na rozegranie, za wolno myślał i strasznie odpuszczał w obronie. Kręcił się bez większej myśli i sensu po boisku. Zadziwiające, że w tak słabej formie w ogóle się na nim pojawił.
Adam Ryczkowski zaczął dobrze, parokrotnie popisał się błyskotliwymi zagraniami i dynamicznymi wejściami w rejonach pola karnego rywali. Ale potem nastąpił gwałtowny zjazd i młodzian dał się przykryć czapką. Był całkowicie niewidoczny, a co gorsza w ogóle nie wspierał Brzyskiego w obronie.
Mateusz Szwoch dał się łatwo stłamsić Pazdanowi. Już po 20 minutach „Bania” odbierał uwagi od trenera Berga, ale nic to nie pomogło. Szwoch nie istniał i w przerwie został zmieniony.
Dywersja – to pierwsze skojarzenie, gdy ocenia się grę Inakiego Astiza. Przede wszystkim jednak Hiszpan powinien był dwukrotnie wylecieć z boiska po faulach na Tuszyńskim (po jednym z przewinień był rzut karny), który ogrywał go jak juniora. Astiz był wolny, źle się ustawiał, a do tego wszystkiego fatalnie wyprowadzał piłkę.
Zmiennicy:
Marek Saganowski - swoje zrobił, zanotował asystę przy bramce Pinto, ale głównie jednak drażnił niepotrzebnymi dryblingami w sytuacjach, w których powinien był szybciej odgrywać do kolegów. Co ciekawe, nie odstawał od gości szybkościowo.
Michał Kucharczyk - najbardziej rozruszał grę drużyny i chwilę po wejściu miał już swoje sytuacje strzeleckie. Z łatwością radził sobie z rywalami, ale znów był nieskuteczny, a do tego miał problem z dokładnością wrzutek w pole karne.
Średnia ocen redakcji Legioniści.com (skala 1-6)
Arkadiusz Malarz – 3,8 Orlando Sa – 3,5 Tomasz Jodłowiec – 2,3 Igor Lewczuk – 2,1 Helio Pinto – 2,1 Bartosz Bereszyński – 2,0 Michał Masłowski – 2,0 Tomasz Brzyski – 1,9 Jakub Kosecki – 1,8 Adam Ryczkowski – 1,8 Mateusz Szwoch – 1,5 Inaki Astiz – 1,0
Zmiennicy:
Marek Saganowski – 2,1 Michał Kucharczyk – 2,2
UWAGA! Średnia ocen wystawionych przez redakcję nie musi być spójna z treścią "Plusów i minusów" i stanowi niezależną część tej publikacji.