Na grę Legii nie da się patrzeć. Po prostu. To, co zaserwowali nam w niedzielę piłkarze warszawskiej drużyny było nie do przełknięcia. „Wojskowi” mogli zminimalizować stratę do Piasta praktycznie w całości, ale Legia to Legia, więc rezultat niedzielnego pojedynku jakoś szczególnie nie dziwi. Jedyne, co może zaskakiwać, to przerost formy nad treścią, w wykonaniu naszego klubu, który zaczyna przybierać już groteskowe rozmiary. Zapraszamy na analizę tej treści.
Plusy i minusy po meczu z Piastem
Guilherme – Tym razem wystąpił w środku pola i mimo że nie była to jego optymalna pozycja, to i tak zaprezentował się nieźle. Dobrze radził sobie w defensywie, blokując strzały rywali, lub odważnie przecinając ich akcje. W ataku szarpał do przodu jak zwykle, starał się dryblować, próbować indywidualnych rajdów i strzelać, choć jego próby lądowały raczej daleko od celu. Grający przeciętnie Guilherme był naszym największym atutem w ofensywie, co mówi wszystko na temat tego spotkania.
Igor Lewczuk – W obronie spisywał się bez zarzutów. Interweniował pewnie, albo zabierając rywalowi piłkę, albo po prostu wybijał ją jak najdalej. Próbował angażować się w akcje ofensywne, sam kilka razy swoimi rajdami zapędzał się pod pole karne (co swoją drogą jak na środkowego obrońcę i tak stanowi ewenement w tej lidze), ale co z tego, skoro kończyło się albo niedokładnym zagraniem, albo odbiorem mu piłki.
Tomasz Jodłowiec – Niby nie ma się za bardzo do czego przyczepić, bo nie popełnił żadnych większych błędów, ale jak już grasz w Legii, to można od ciebie oczekiwać czegoś więcej, niż tylko przestania 90 minut tak, by przypadkiem niczego nie zepsuć. Miał kilka niezłych odbiorów, nie najgorzej zachowywał się w powietrzu, ale wprowadzanie piłki do gry ofensywnej to jakiś dramat. „Jodła” ani razu nie zagrał dobrego podania do przodu (a nominalnie jest przecież środkowym pomocnikiem, więc nie powinno stanowić to dla niego bariery nie do przejścia), a jego udział w ofensywie sprowadzał się do obecności w niej, bo niczego więcej Tomek nie zaprezentował.
Stojan Vranjes – Zagrał słabo jak zwykle, ale na tle beznadziejnej drużyny i tak nie wyglądał najgorzej. W pierwszej części gry popisał się świetnym dryblingiem oraz przepięknym wyłożeniem piłki Trickovskiemu, ale Macedończyk... dobra, do niego jeszcze dojdziemy. Vranjes był oczywiście typowym Vranjesem, dla którego mecz bez straty i kopnięcia w porzeczki to mecz stracony, ale oprócz tego potrafił kilka razy zrobić coś dobrego. W obronie przytomnie potrafił wybić piłkę, zaś jeśli chodzi o akcje ofensywne, Bośniak dawał Legii więcej niż zwykle. Potrafił uderzyć na bramkę (jak choćby w przypadku rzutu wolnego), albo błysnąć niezłym podaniem. Byłoby super, ale gdyby Vranjes to Vranjes i wysokiego poziomu przez cały mecz po prostu nie utrzyma.
Nemanja Nikolić – Jak wyglądał Nemanja do momentu bramki? W ogóle nie wyglądał, bo zwyczajnie nie było go widać. Ciężko mieć jednak do niego pretensje, bo z tak grającą drugą linią nic nie zrobiłby nawet Robert Lewandowski. „Niko” został odcięty od podań, co w praktyce pozbawiło Legię jakichkolwiek walorów w ofensywie. Na szczęście Węgier potrafi znaleźć się w polu karnym jak mało kto i po raz kolejny możemy dziękować mu, że uniknęliśmy kompromitacji. Jasne, że bramka ostatecznie została uznana za samobója, ale fakt, że piłka w ogóle wpadła do siatki, to olbrzymia zasługa Nikolicia. Ponad połowa bramek Legii, to zasługa Nemanji. Gdyby nie on, to naprawdę moglibyśmy tułać się gdzieś na granicy grup mistrzowskiej i spadkowej.
Dusan Kuciak – Interwencja po strzale Szeligi była fenomenalna, oprócz tego dobrze wychodził do dośrodkowań i pewnie łapał piłkę. Tylko co z tego, skoro jego gra nogami to obraz nędzy i rozpaczy. Oprócz tego źle wyszedł do akcji Badii, przez co Lewczuk był zmuszony do wybijania piłki z pustej bramki.
Tomasz Brzyski 
Ondrej Duda 
Łukasz Broź 
Ivan Trickovski 
Michał Kucharczyk 
Zmiennicy:
Aleksandar Prijović – Wszedł na boisko i zaczęło się dziać cokolwiek. Zaliczył kapitalną asystę piętą, oprócz tego starał się brać udział niemal w każdej akcji Legii. Na tle Trickovskiego wyglądał niemal wybitnie.
Bartosz Bereszyński – Grał zbyt krótko, by móc go ocenić.
