Fajerwerków może nie było, ale zdecydowanie cenniejsze są od nich 3 punkty, a te w niedzielę zostały w Warszawie. Choć spotkanie do najłatwiejszych nie należało, to legioniści wygrali je w pełni zasłużenie i znów pokazali, że Legia klubem nad Wisłą jest nie tylko z powodów geograficznych.
Plusy i minusy po meczu z Wisłą
Miroslav Radović 
Vadis Odjidja-Ofoe 
Thibault Moulin 
Arkadiusz Malarz 
Michał Pazdan 
Guilherme - Nie był to jeszcze pokaz wszystkiego co Brazylijczyk ma do zaoferowania, ale nareszcie zagrał naprawdę nieźle. „Gui” zaliczył piękną asystę przy bramce Radovicia, miał także okazję na drugą, ale tym razem kapitan Legii trafił tylko w słupek. Ponadto Guilherme dobrze radził sobie w odbiorze i wszystko byłoby naprawdę super, gdyby nie momentami zbyt chaotyczna gra oraz kilka strat futbolówki. Ogólne wrażenie było jednak pozytywne i można było dostrzec wzrost formy naszego pomocnika. Oby jej eksplozja nastąpiła w Gdańsku.
Maciej Dąbrowski – Zaczął od świetnego zatrzymania Brleka w 10. minucie, w 31. znakomicie blokował akcję wślizgiem i wszystko byłoby idealnie gdyby nie fatalna strata tuż przed gwizdkiem na przerwę, którą w ostatniej chwili naprawił Arkadiusz Malarz. Po zmianie stron „Dąbek” nie miał już zbyt wiele pracy, ale w przeciwieństwie do Pazdana, nie przekuł tego w swoją większą aktywność z przodu.
Adam Hlousek – Raczej ciężko się przyczepić do jego gry w obronie, bo tam dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków. Adamowi zdarzyło się naturalnie kilka słabszych zagrań, jednak Czech błyskawicznie starał się je naprawiać. Hlousek potrafił podłączyć się też do ofensywy, ale tam rajdy lewym skrzydłem wychodziły mu z różnym skutkiem. Największym problemem obrońcy jest brak rywalizacji i musimy się z tym przemęczyć przynajmniej do lata.
Kasper Hamalainen – Przegląd Sportowy napisał, że Hamalainen zaczyna być pożyteczny i jest to chyba idealne słowo na opisanie pozycji Fina w zespole. Przeciwko Wiśle „Hama” miał dwie doskonałe sytuacje bramkowe i choć nie zachował się w nich najgorzej, to pomocnikowi koniec końców zabrakło zimnej krwi. Trzeba jednak pamiętać o tym, że legionista robił sporo zamieszania, znajdował swoje sytuacje i nieźle wymieniał piłki z kolegami (zanotował ponad 90% skuteczności podań). Kasper po roku pobytu w Legii w końcu zaczyna mieć istotny wkład w funkcjonowanie drużyny.
Artur Jędrzejczyk – Było dużo lepiej niż w ostatnich meczach, ale Arturowi do pełnej dyspozycji sporo jeszcze brakuje. „Jędza” nie dawał ograć się rywalom, jednak albo po bożemu odbierał im piłkę, albo po prostu ich faulował, co – zwłaszcza przed naszym polem karnym – nie było najkorzystniejszym rozwiązaniem. Jędrzejczyka zdecydowanie za mało było także z przodu, choć trzeba mu oddać, że dwukrotnie był bliski zanotowania asysty – po jego dograniach najpierw Radović przewrócił się zamiast pobiec na bramkę, a potem Hamalainen głową uderzył obok słupka.
Michał Kopczyński – Nie sposób czepiać się jego gry w destrukcji, bo to „Kopie” wychodziło naprawdę porządnie, ale Michał zupełnie nie radził sobie z rozgrywaniem akcji. Jego podania zdecydowanie za często padały łupem przeciwników, co niestety zepsuło kilka kontrataków Legii. Kiedy Wisła cofnęła się i przestała atakować, Kopczyński stał się praktycznie niewidoczny. W końcówce zaliczył też bardzo poważną stratę i tylko dzięki pudle Małeckiego 3 punkty zostały na Łazienkowskiej.
Zmiennicy:
Dominik Nagy, Tomasz Jodłowiec, Sebastian Szymański - grali zbyt krótko.
